Silikonowa „gąbeczka” do makijażu!

    Jako taka moda już na to przeszła, ale postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią na ten temat.
Pierwszy raz zobaczyłam tę gąbeczkę na Instagram'ie i zaintrygowało mnie to, że nie wchłania podkładu, jest łatwa do wyczyszczenia i bardzo oryginalna. Szukałam jej wszędzie... to znaczy w sklepach stacjonarnych. Chciałam ją na już! W końcu musiałam zamówić, bo jeszcze nigdzie nie była wprowadzona do sprzedaży.
Okej, zamówiłam, zapłaciłam, przyszła, wypróbowałam. I co? I nic...
Na początku myślałam, że to może ze mną jest coś nie tak i nie potrafię tego użyć. Ale nie... Okazało się, że to jest totalne dno!
Dosyć, że nie można tego pożądanie chwycić to:
- nie dociera do różnych miejsc, np. nos,
- podkład zamiast zostawać na twarzy zostaje na tej silikonowej gąbeczce,
- zostawia na twarzy „zacieki”,
- podkład po nałożeniu wygląda jak maska, bardzo nienaturalnie.
Zalety też się znajdą, na przykład:
- jest łatwa do umycia,
- nie ma takiej ilości bakterii jak beauty blendery,
- jest tania.
Mimo tych kilku zalet to i tak wady przeważają i ja osobiście zostaje przy zwykłych gąbeczkach.
A ty? Wypróbowałaś już ten gadżet? Jak tak do daj znać jakie wrażenia!
Pozdrawiam ❤️



blog comments powered by Disqus